|
Zespół „Wspólnicy Czasu” w składzie
Andrzej Kusza – śpiew, teksty, muzyka
i Jarosław Kantaruk – gitary, muzyka,
powstał w 97 r.
Wtedy to został zarejestrowany pierwszy materiał nagrany z tzw. potrzeby serca. Później po wielu zawirowaniach związanych z poszerzaniem składu działalność „Wspólników” została zawieszona. Dopiero w bieżącym roku muzyka zespołu zabrzmiała na nowo, w ciekawych aranżacjach i z dojrzałym materiałem
na pierwszą płytę. Zapraszamy na sentymentalną podróż
z zespołem „Wspólnicy Czasu”.
Rozmowy z muzykami
Sławomir Lippki
Sławomir Lippki: - Witam, pierwsze pytanie narzuca się właściwie samo. 97 rok, aż 7 lat temu powstał zespół. Dlaczego dopiero w tym roku zdecydowaliście się na nagrania i promowanie materiału.
Andrzej Kusza: - Bardzo mi miło. Może dlatego, że musieliśmy zrozumieć co jest dla nas ważne, jaki sposób wypowiedzi muzycznej (i nie tylko) będzie nas satysfakcjonował. Poza tym graliśmy w tym czasie tworząc zespół w tradycyjnym rockowym składzie tzn. bębny, bas itd. Jednak coś umykało, moim zdaniem ciężko ujarzmić grupę ludzi (zespół) nie wytrącając treści. Gdzieś ginie tekst i świeżość pomysłu w takim jazgocie przesterowanych gitar. Każdy miał inne spojrzenie i pomysł na aranżacje , co w tym wypadku nie wychodziło na dobre.
SL: - Może to kwestia muzyków i ich umiejętności ?
Jarosław Kantaruk: - Myślę, że po trosze tak. Jednak tu raczej chodziło o sposób odbierania samego pomysłu. Muzykę i teksty układamy sami i może trochę byliśmy przeczuleni na „obcą rekę” (resztę zespołu), która raczej przetwarza pomysł.
SL: - Wróćmy jednak do dzisiejszych „Wspólników Czasu”. Skąd pomysł na gitarowe, akustyczne granie z wiolonczelą, skrzypcami, klasycznymi wokalizami. W dzisiejszych czasach do tworzenia częściej wykorzystuje się zaawansowaną elektronikę, nowoczesne brzmienia .
AK: - Nie chcemy epatować słuchacza elektroniką i przetworzonym komputerowo dzwiękiem. To oddalałoby nas od sedna sprawy, treści. Nie chcę generalizować, ale czasem słuchając dzisiejszej muzyki mam wrażenie, że była układana tylko po to aby zarobić odpowiednio dużo… bo nic po niej nie zostaje, oprócz niesmaku.
JK: - Tak, to prawda. My wychowaliśmy się na innej muzyce. Turbo, Stare Dobre Małżeństwo…
AK: - i nikt nam nie narzucał muzyki. Dzisiaj radio i telewizja preferują inna politykę, stawiając głównie na to, na czym można szybko zarobić. To smutne, bo słuchacz w tej sytuacji skazany jest na daną propozycję, powtarzaną bez opamiętania. No cóż, ale nic na to nie poradzimy. Pozostaje wierzyć tylko, że będziemy wszyscy szukali tego co wartościowe, bo bezwzględne przyjmowanie większości propozycji radia i telewizji, jedynie zubaża słuchacza, nie skłaniając, do żadnych przemyśleń.
SL: - Wspomnieliście o składzie. Pomysł na wykorzystanie instrumentów przypisanych raczej do muzyki klasycznej, nie jest powszechny w przypadku materiału z tej szufladki.
AK: - Rozpisujemy materiał dla wiolonczeli i skrzypiec ponieważ bardzo chcemy łączyć te dwa światy. Klasyka i rock, wbrew pozorom mają ze sobą wiele wspólnego. Poza tym proszę sobie wyobrazić wiolonczelistę na scenie, pomiędzy gitarzystą i statywem mikrofonowym. To robi wrażenie (śmiech). Mówiąc poważnie, mam cały czas kontakt z muzykami, ponieważ śpiewam w teatrze. Poprosiłem więc znajomych o dogranie paru taktów, które napisałem z Jarkiem Kantarukiem. Zabrzmiało pięknie, szlachetnie i tak już zostanie. Serdecznie pozdrawiam Radka Bukałę i Michała Mączkę jednocześnie dziękując za zaangażowanie i inwencję.
SL: - Nagrania przeplatane są również operowymi wokalizami. Rozumiem, że to też znajomość teatralna.
AK: - Nie koniecznie, raczej osobista -i to bardzo (śmiech). Nagrania wzbogaciła wokalnie Magdalena Janik. Pięknie brzmi w miksach. Szczególnie w piosence „Teatr Wspólników Czasu”.
SL: - No właśnie. W miksach. Gdzie nagrywacie, materiał brzmi bardzo jednorodnie.
AK: - Wszystko robimy sami, nie wyłączając nagrań. Przez wiele lat mieliśmy kontakt z realizatorami, studiami nagraniowymi, sprzętem. Udało mi się również przez jakiś czas, być akustykiem w teatrze . Jednym słowem całe to zamieszanie jest nam bliskie i proszę mi wierzyć nikt lepiej nie zrobił nam nagrań niż my sami…
JK: - I tak tanio (śmiech). Nie mielibyśmy okazji zarejestrowania naszej muzyki ze względu na wyśrubowane ceny za wynajęcie studiów nagraniowych. Jedyną możliwością było zbudowanie prywatnego studia. Od tamtej pory bez stresowo nagrywamy kiedy chcemy.
SL: - Czy projekt graficzny na nową płytę to też wasza praca ?
AK: - Nie, w tej kwestii zwróciliśmy się do profesjonalisty w tej dziedzinie. Cały projekt okładki, zdjęcia, nawet nasza strona internetowa www.wspolnicyczasu.com to projekt Pawła Zasunia www.foto-wir.com , który bardzo nam pomógł, profesjonalnie i płynnie łącząc swoją pracę z naszą.
JK: - Faktycznie, udało się oddać klimat muzyki w projektach graficznych i zdjęciach Pawła. Myślę, że podobnie postrzegamy rzeczywistość, posługując się tylko innymi środkami wyrazu.
SL: - Jak powstają Wasze piosenki. Najpierw powstaje tekst, czy muzyka ? Dlaczego mimo wszystko w Waszych utworach jest tyle melancholii, by nie powiedzieć -smutku ?
JK: - Piosenki powstają spontanicznie, nigdy nie męczymy się z tematem. Ważne jest to, co przynosi chwila, bo wtedy wszystko płynie nieprzerwanym strumieniem, bez oporu.
AK: - Najczęściej staramy się rozwijać linię wokalu która wpada do głowy w naprawdę przedziwnych okolicznościach. Był taki czas, że chodziłem wszędzie z dyktafonem, aby nie zapomnieć melodii, która właśnie wpadła mi do głowy.
SL: - W jakich to okolicznościach ? Można wiedzieć ?
AK: - Chyba nie mogę powiedzieć (śmiech).
JK: - Masz rację. Zostaw to dla siebie (śmiech).
SL: - To może wróćmy do tematu…
JK: - Dlaczego takie smutne ?
SL: - No właśnie.
AK: - Jak widać chyba tacy smutni nie jesteśmy,
ale faktycznie pewne rzeczy…szczególnie związane ze stosunkami między ludźmi nas przytłaczają i zasmucają. W pewnym sensie ta nasza działalność jest pewnego rodzaju protestem przeciwko bezmyślności, hipokryzji i złu. Chcemy, aby Słuchacz miał przynajmniej wrażenie, że nie jest sam w tych szalonych czasach, że ktoś odczuwa tak samo jak On. A może to pewnego rodzaju spowiedź. Trudno powiedzieć.
SL: - Jakie są Wasze plany na przyszłość ?
AK: - Dostaliśmy propozycję promocji od Interii, więc utwory będą dostępne w pełnych wersjach w internetowym sklepie, pod adresem salon.interia.pl. Zapraszamy niebawem do przesłuchania próbek naszych piosenek na tę stronę. W planach mamy także nakręcenie teledysku do utworu singlowego, ale to dopiero po dograniu reszty piosenek na pierwszą płytę . Potem będziemy się przygotowywać do grania na żywo, ponieważ jest zainteresowanie naszą muzyką. Dostajemy wiele propozycji koncertowych, ale zanim wyjdziemy na scenę, musimy przygotować wszystko dokładnie. Mamy także niespodziankę, ale nie chcę zapeszyć… Po prostu, do zobaczenia na koncertach…
SL: - Kiedy i gdzie będzie można Was zobaczyć ?
JK: - Większość propozycji dostajemy od krakowskich klubów i pubów. Jak wszystko pójdzie zgodnie z planem będziemy gotowi do publicznych występów na przełomie 2004/2005 r. Wszystkie informacje na bieżąco będą pojawiać się na naszej stronie internetowej, na którą serdecznie zapraszamy.
SL: - Jak przekonalibyście, zachęcili do swojej muzyki i co chcielibyście przekazać słuchaczowi ?
AK: - Cóż, chcielibyśmy, aby słuchacz odnalazł siebie samego, w tekstach opakowanych muzyką. Jak wspomniałem wcześniej, piszemy sami, o tym co nas boli, cieszy. Jesteśmy blisko życia, które czasami boleśnie doświadcza i nie zakładamy słuchaczowi różowych okularów na głowę. Staramy się wypełniać „Wspólników” szczerością i realizmem, podświadomie mając nadzieję, na skłonienie do przemyśleń...
JK: - Chociaż to trudne w dzisiejszych czasach. Często można odnieść wrażenie, że celowo nasza uwaga jest odwracana od spraw istotnych, na rzecz taniej komercji, która na ten dzień jest niestety najbardziej dochodowa.
SL: - Moją uwagę zwróciły tytuły piosenek. Wszystkie z dopiskiem „Wspólnicy Czasu” „ Anioły Wspólników Czasu”, „Modlitwa Wspólników Czasu” itp. Rozumiem, że to swego rodzaju znak firmowy. Mam rację ?
AK: - Problem dotyczący tytułów pojawił się wraz z rejestracją utworów w ZAIKS-ie. Okazało się, że niektóre tytuły już figurują w kartotece ZAIKS. Chodzi oczywiście o zupełnie inne piosenki, o tych samych nazwach. Nie chciałem rezygnować z pierwotnie wymyślonych, więc najbardziej logicznym wydawało się wykorzystanie w tytułach nazwy zespołu… Niestety, pewne sprawy dotyczące ZAIKS, do tej pory są dla nas zagadką.
JK: - Nie znamy wykonawców, którzy tak naprawdę pojmują logikę postępowania tej instytucji (śmiech).
SL: - Tym wesołym akcentem, chciałbym zakończyć rozmowę życząc powodzenia i dalszych sukcesów. Mam nadzieję, że zobaczymy się na koncertach.
AK: - Dziękujemy za rozmowę. Pozdrawiamy. Do usłyszenia.
Notatka: Autor: Sławomir Lippki
|
|
Nagrania
zebrane 97 - 2010
Wywiady
Paweł Gzyl Dziennik Polski
Rozmowa z Andrzejem Kuszą, wokalistą i gitarzystą krakowskiego zespołu Wspólnicy Czasu
- Śpiewasz w krakowskiej Operze. Jak tam trafiłeś?
- Po ukończeniu technikum zdałem do dwuletniej szkoły wokalno- aktorskiej. To był rok 1999. Chciałem sprawdzić, czy potrafię dobrze zaśpiewać muzykę klasyczną. Ku mojemu zaskoczeniu, okazało się, że idzie mi całkiem nieźle. Dlatego po skończeniu szkoły, postanowiłem ubiegać się o pracę w chórze Opery. Przeszedłem przez przesłuchania i dostałem etat. Udawało mi się również występować solo. Od tamtej pory poznaję utwory wybitnych twórców – Mozarta, Verdiego, Pucciniego. Występuję w Krakowie, ale też mniej-więcej dwa razy
w roku wyjeżdżam z Operą na gościnne występy za granicę.
- A od czego zaczynałeś swoją przygodę
z muzyką?
- Od... heavy metalu. Na początku lat 90., kiedy jeszcze
uczyłem się w technikum, śpiewałem w krakowskim zespole Sauron. Wykonywaliśmy ostry i ciężki, ale melodyjny rock. Po pewnym czasie stwierdziłem jednak, że za dużo w tym wszystkim hałasu, a za mało treści. Dlatego rozwiązaliśmy grupę. Po Sauronie pozostała półprofesjonalna płyta demo.
- Dokonałeś zatem niezwykłego przeskoku: od metalu do opery.
- Tylko pozornie. Muzyka jest jedna – najważniejsze,
by była szczera i autentyczna. Opera jednak mi nie wystarczała. Brakowało mi możliwości wyrażenia samego siebie – śpiewania własnych tekstów. Dlatego z kolegą, Jarosławem Kantarukiem, gitarzystą, który również grał
w Sauronie, założyliśmy duet Wspólnicy Czasu.
Kontynuowaliście rockowe granie?
- Raczej nie. Tworzymy muzykę na gitarach akustycznych. Uważamy bowiem, że najszlachetniejsze instrumenty to te, których nie można włączyć do prądu. Bliżej nam zatem do piosenki poetyckiej. Ale słychać
w naszych piosenkach echa muzyki rockowej z lat 80.
– przede wszystkim metalowych ballad zespołu Turbo, takich, jak choćby pamiętne „Dorosłe dzieci”.
- Dlaczego gracie tylko w duecie?
- Przez długi czas nie mogliśmy poznać żadnych muzyków, z którymi znaleźlibyśmy odpowiednie porozumienie. Niedawno się to zmieniło. Obecnie wspomagają nas w nagraniach i koncertach trzy osoby: skrzypek Michał Mączka, wiolonczelista Radosław Bukała oraz klawiszowiec Jarosław Dijuk. W chórkach śpiewa
z nami Magdalena Janik.
- Czy praktyka w Operze pomaga Ci w działalności ze Wspólnikami Czasu?
Myślę, że tak. Dzięki Operze nauczyłem się zgłębiać muzykę mistrzów i zdobyłem obycie na scenie.
- Wspominałeś, że chciałeś mieć możliwość wyrażania siebie poprzez własne teksty...
- To dla mnie niezwykle ważne. Piszę teksty dotyczące codziennego życia. Nie zajmuję się sprawami, które mnie nie dotyczą. Nie chcę oszukiwać słuchaczy, kreować jakiegoś bajkowego świata, który nie istnieje. Obraz rzeczywistości, który wyłania się z moich tekstów jest czasem smutny, ale zawsze prawdziwy. Jedni tego nie akceptują, ale inni odnajdują w tym siebie, doznając pocieszenia, że nie są sami z takim oglądem świata.
- Gdzie można posłuchać Waszych nagrań?
W ub. roku zarejestrowaliśmy płytę z dwunastoma
nagraniami w domowym studiu, które ufundowaliśmy
sobie z własnych oszczędności. Piosenki te można kupić
za niewielkie sumy w plikach MP3 w internetowych sklepach muzycznych Interii i Soho. Zapraszamy również na naszą stronę internetową www.wspolnicyczasu.com. Można nas także usłyszeć w Radiu Kraków.
- Jak publiczność przyjmuje Wspólników Czasu?
- Świetnie. Choć gramy koncerty dopiero od niedawna,
to występowaliśmy już w Piwnicy Pod Baranami, w pubie Sesja i w kawiarni Moliere. Dzięki muzyce otworzył się przed nami inny świat – daleki od codziennej szarzyzny. Dlatego nie zamierzamy go nigdy opuścić.
Z Andrzejem Kusza rozmawiał Paweł Gzyl
Dziennik Polski

|
|
Zagraj
ze Wspólnikami
Te nasze słowa
d C
Słowa, nadziei płomień
C B
Noszę go w sobie
B A
By koić ból
d C
Słowa, jak cicha spowiedź,
C B
Jak wierny ogień,
B A
Nadziei błysk
d C
Słowa, pisane chwilą,
C B
Bezsenną ciszą
B A
I czarną krwią
d C
Słowa, pisane prawdą
C
Nieprzemakalną
A
Chodź ze mną, chodź
d F C
Wykrzyczeć chcę nasz lęk
C d a
By zrozumieć jego treść
a B A
Ten nasz ból wpisany jest
d
W jeden wiersz
d F C
Wykrzyczeć chcę nasz lęk
C d a
By zrozumieć jego treść
a B A
Ten nasz ból wpisany jest
d
W jeden wiersz
d C
Słowa, pisane nocą
C B
Zbudzone snem
B A
Wspomnieniem dnia
d C
Słowa, pisane prawdą
C B
Nieprzemakalną
B A
Czy czujesz jak ja
d F C
Wykrzyczeć chcę nasz lęk
C d a
By zrozumieć jego treść
a B A
Ten nasz ból wpisany jest
d
W jeden wiersz
d F C
Wykrzyczeć chcę nasz lęk
C d a
By zrozumieć jego treść
a B A
Ten nasz ból wpisany jest
d
W jeden wiersz
d C
Zapisałeś we mnie
C B
Tak wiele słów
B A
Świecie mój
d C
Pozwól mi rozumieć je
A d
Bym lepszym się stał
B
Świecie mój
A d
Bym lepszym się stał
B
Świecie mój
d F C
Wykrzyczeć chcę nasz lęk
C d a
By zrozumieć jego treść
a B A
Ten nasz ból wpisany jest
d
W jeden wiersz
d F C
Wykrzyczeć chcę nasz lęk
C d a
By zrozumieć jego treść
a B A
Ten nasz ból wpisany jest
d
W jeden wiersz
 

 

 

|